2.Marsjanin
Wstęp
Na początek analiza książki Andy’ego Weira i filmu Ridleya Scotta „Marsjanin”.
Ponieważ film powstał na podstawie książki i jest jej wierną adaptacją można je analizować razem.
Na początek omówię 2 podstawowe warianty lotu na
Marsa i porównam je z wariantem z książki.
Wariant 1. Battlestar Galactica.
W tym wariancie na orbicie okołoziemskiej zostaje
zbudowany ogromny statek podróżny o masie 1000 Mg z dużym lądownikiem ok. 100
Mg. Po kilku ( lub kilkunastu ) latach budowy do statku dociera załoga i
rozpoczyna lot na Marsa. Po ok. 180 dniach statek dociera na Marsa. Wchodzi na
orbitę i zostaje tam na ok. 30 dni. W tym czasie załoga ląduje na Marsie w
lądowniku i spędza tam kilkanaście dni po czym wraca do orbitera. Następnie
orbiter rozpoczyna lot na Ziemię ok. 430 dni.
Na koniec wchodzi na okołoziemską orbitę.
Wariant
2. Mars Direct
Najpierw startuje ERV-1. Moduł
powrotny (bez załogi). Po 280 dniach ląduje na Marsie.
I zaczyna produkcje paliwa.
Używa wodoru z Ziemi i CO2 z
marsjańskiej atmosfery.
Po 7-dmiu miesiącach statek
kończy produkcję i czeka na astronautów z Ziemi.
Około 26 miesięcy
od ERV-1 startuje niemal identyczny ERV-2.
A ok. 20 dni później moduł mieszkalny Hab-1 z pierwszą załogą. Hab-1 wyprzedza
ERV-2 i po 180 dniach ląduje w pobliżu
ERV-1. A 2 miesiące później ERV-2 ląduję ok. 800 km od pierwszego
lądowiska. I zaczyna produkcję paliwa
dla drugiej załogi. 9 miesięcy do lądowania Hab-1 ERV-2 też ma zapas paliwa.
Po ok. 550 dniach od lądowania Hab-1 na Marsie jego załoga wsiada od ERV-1 i zaczyna lot na
Ziemię. Ich lot powrotny trwa ok. 180 dni. Ok. 2 miesiące po starcie ERV-1 ( z
załogą) z Marsa, z Ziemi startuje ERV-3 a 20 dni później Hab-2 drugą załogą (
jeszcze przed powrotem pierwszej). ERV-1 wraca na Ziemię . 3 miesiące Hab-2
ląduje na Marsie, a po kolejnych 2 miesiącach ERV-3 zajmuje miejsce ok. 800 km
drugiej bazy.
I ten cykl się powtarza w każdym oknie leci
ERV (dla następnej wyprawy) i Hab. (z
załogą).
Główną zaletą jest to
że statki są na tyle lekkie że można wysłać jej jedną rakietą (każdy ) klasy Saturn 5.
Dokładniejsze opisy w książce Roberta Zubrina "Czas Marsa".
Link do tej książki
Wariant
3. „Marsjanin”
Do przelotu z Marsa na
Ziemię i z powrotem używa wielkiego statku Hermes. Statek był budowany orbicie
szczegółów książka nie podaje.
By Hermes
ruszył w drogę trzeba 5 lotów (1 lot załogi i 4 bezzałogowe misje
zaopatrzeniowe). Potem Hermes rusza z załogą na Marsa lot trwa o 124 dni gdyż
nie leci beznapędowo. Używa napędu jonowego. To skraca lot. Zaopatrzenie dla misji leci przed załogą.
Najpierw leci pojazd MAV jego lot trwa 11 miesięcy a dociera on na 4 lata (2
okna przed załogą). MAV produkuje paliwo na start.
W następnym oknie 2 lata przed
załogą polecą zapasy aż 13 (!!) pojazdów z żywnością i sprzętem. Po wejściu
Hermesa na orbitę. Załoga ląduje w specjalnych pojeździe MDV. Pojazd ten
wyposażony w silniki napędzane hydrazyną a po lądowaniu już do niczego się nie
nadaje. Po lądowaniu załoga pracuje na powierzchni ok. 30 dni. Potem na
pokładzie MAV wraca na Hermesa. W którym kontynuuje lot na Ziemię.
Pokazany wariant jest
nielogiczny. Autor chce upchnąć w nim w coś każdego wariantu. W rezultacie dostajemy połączenie wad i
ograniczenie zalet.
Produkcja paliwa na
Marsie wprowadza poważny dodatkowy element ryzyka. Nie wiadomo czy ona się uda. Pojazd MAV musi być na Marsie długo by zdążył
je wyprodukować. W książce MAV ma czekać aż 4 lata to długi czas
w którym grożą usterki. . Produkcja
paliwa na Marsie ma obniżyć koszty. Ten pomysł ma sens wariantach typu Mars
Direct. ERV napędzany paliwem „z Marsa” leci aż na Ziemię. Tu MAV leci tylko do
Hermesa. Więc rola paliwa „z Marsa” jest niewielka.
Załoga używa dwóch
pojazdów MDV ( do lądowania) i MAV (do startu). To straszne marnotrawstwo 2 pojazdy
z których każdy ma służyć załodze kilkadziesiąt minut . Lepszy byłby jeden pojazd który zawiózł by
załogę z Hermesa na powierzchnię i powrotem . Taki system byłby tańszy ( 1
pojazd jest tańszy niż 2) i bezpieczniejszy (pojazd przed lądowaniem zacumował
do Hermesa więc ryzyko że cumowanie przy powrocie się nie uda jest
niższe). Prościej i niewiele drożej
byłoby wysłać jeden pojazd mający od razu paliwo na lądowanie i start. Lub
wysłać zamiast MAV paliwo na start w jednej czy dwóch cysternach. Potem
lądownik pobrałby je. Takie rozwiązanie byłoby o wiele prostsze niż MAV, który jest delikatny zabiera kruchą aparaturę chemiczną
i ciężki generator jądrowy. Przy 19
start ( 5 do Hermesa i 14 na Marsa) jeden więcej nie robiłby większej
różnicy. Tak więc produkcja paliwa na
Marsie w takim wariancie To przysłowiowa „Skórka za wyprawkę”. Dodajmy do tego że MDV jest napędzany
toksyczną i bardzo drogą hydrazyną
. Z jednej strony starają się trochę oszczędzić
produkując paliwo na Marsie z drugiej pojazd lądujący napędza strasznie drogie
paliwo. I jeszcze jedno MAV nie
produkuje paliwa „za darmo” tą produkcje
trzeba będzie nadzorować z Ziemi. Trzeba zatrudnić kontrolerów na Ziemi a co za tym idzie płacić im za nadzór.
Zapasy dla załogi
przywozi aż 13 pojazdów to bardzo dużo. Musiałyby być to jakieś maleńkie pojazdy. Plan
Mars Direct zakłada 2 starty dla 4 ludzi i 550 dni. A tu 13 startów dla 6 ludzi
i 31 dni. To stanowczo za dużo. Chyba że
wysyłano ja malutkimi statkami ale to jest nieekonomiczne. Jeden statek o ładowności 25 Mg jest dużo tańszy niż
np. 5 po 5 Mg każdy. Plany sugerują 2 loty
na misje: moduł mieszkalny wielkości autobusu z zapasami i moduł towarowy ze
sprzętem i łazikami . ( Taki wariant jak w serialu Race to Mars).
Brak aparatury.
Wszystkie misje Apollo zostawiały na Księżycu specjalne bezzałogowe sondy
badawcze które przekazywały dane na Ziemię przez kilka lat. Czemu misja marsjańska miałaby ich nie mieć.
Wydaje mi się że powinna je mieć. I to najlepiej kilka umieszczonych wokół bazy na granicy zasięgu łazika. Czemu ich nie ma? A skąd wiem że nie ma? To proste gdyby były Mark mógł użyć ich
nadajników do kontaktu z Ziemią. Po co miałby jechać po starego zepsutego
Pathfindera. Mając nadajniki z tych stacji.
Tu widzę kolejny
problem na Marsa zaopatrzenie dotarło w
13 pojazdach . Pojazdy musiały dotrzeć
na Marsa wylądować i potwierdzić że dotarły. Wniosek musiały mieć nadajniki
które umożliwiały kontakt z Ziemia ( ew. z satelitami na orbicie). Czemu Mark
nie użył ich nadajników tylko jechał po Pathfindera. No można powiedzieć że pojazdy wylądowały
niedaleko MAV i używały go jak przekaźnika.
Ale to się nie ma sensu przecież
pojazdy musiały się połączyć z Ziemią na kilka godzin przed lądowaniem by ta
mogła przesłać im dane o ostatnich korektach. Przecież musiały lądować na maleńkim
obszarze.
By skomunikować się z
satelitami na orbicie nie trzeba wielkiej mocy. Próbnik Huygens lądują na Tytanie miał nadajnik mocy telefonu
komórkowego i wystarczyło by wysłać sygnał na macierzystą sondę Cassini odległą
o 60 tys. km. Wniosek stąd że w takie nadajniki byłyby relatywnie tanie i może
spokojnie umieścić je np. w skafandrach.
Naprawdę fakt pozostania na
Marsie bez łączności trudno sobie wyobrazić. Taka sytuacja jest nierealna.
Sam pomysł pobytu tylko
przez 30 dni to bardzo krótko. Pobyt 550 dni jest lepszy daje załodze dużo
czasu na badania. 30-dniowy pobyt ma
małą wartość naukową. By zrobić dużo trzeba
dużo czasu i daleko zasięgowe łaziki.
I właśnie łaziki to
kolejna nie trafiona kwestia. Łaziki
mają maleńki zasięg jakieś 20 km. Dla porównania w projekcie Mars Direct łaziki mają mieć zasięg 1000 km. A chodzi o zasilanie. W książce łaziki zasila energia
elektryczna . Mars Direct proponuje silnik spalinowy o wiele wydajniejszy niż
elektryczny . A paliwem ma być metan i
tlen z ERV. Oczywiście paliwo rakietowe ma
za wysoką temperaturę spalania, ale można ją obniżyć rozcieńczając marsjańską
atmosferę.
W Mars Direct lądowiska
są tak blisko a łaziki mają że Gdyby ERV załogi zawiódł załoga ciągu kilkunastu
dni dostać do ERV dla następnej załogi nim wrócić. Start odbyłby się później ale załoga miała by nieco więcej paliwa (ok 10% które normalnie zabrałby łazik), dzięki czemu
mogłaby polecieć szybszą trajektorią. W planie z książki nikt nie bierze tego pod uwagę.
Jest też kilka
nieścisłości. Np. MDV odcumowuje od Hermesa przy 28 000 km/h błąd prędkość
na niskiej orbicie Ziemi prędkość orbicie Marsa to „tylko” 14 000 km/h.
MAV zamienia 1kg wodoru
w 13 kg metanu i tlenu. Powinno być 18
kg. By mieć pełne spalanie musimy mieć
na 1 CH4 2 O2. H
1u, C 12u, O 16u. Razem 80 u czego 4 u
to H. Czyli 20:1. Oczywiście wydajność nie wynosi 100% ,
ale 90% jest osiągalne czyli 18:1.
Mark nie zna dokładnie
składu wydychanego powietrza. A jest botanikiem ( czyli powinien znać biologię).
Skład tego co opuszcza nasze płuca to 78% azotu, 1% argonu , 16% tlenu i 5%
CO2.
Załoga zaraz po dotarciu do Hermesa raz rusza na Ziemię. To nonsens raczej zostaliby do normalnego dnia powrotu i prowadzili orbitalną misję alternatywną. Czyli obserwacje Marsa z orbity.
Błędy
w fabule.
Na Marsie nigdy nie wieje
tak silny wiatr by uszkodzić statek kosmiczny. Atmosfera Marsa jest 100
rzadsza. A więc efekty słabsze. Wiatr
marsjański o prędkości 175 km/h odpowiada wiatrowi na Ziemi 17,5 km/h. Czy taki wietrzyk może przewrócić statek
kosmiczny na pewno nie. Żeby na Marsie wiatr mógł zagrozić musiałby mieć z 800
km/h. Co na Marsie na którym nie ma zbiorników ciekłej wody jest nie do osiągnięcia. ( Na Ziemi huragany
itp. Powstają na skutek różnicy prędkości nagrzewania lądu i wody). Wiemy że na Marsie o ogromne burze piaskowe,
ale to iluzja wiatr unosi pył ponieważ on jest bardzo drobny przypomina popiół
z papierosa. Dalej widzimy kolejny
jeszcze większy błąd. Gdyby wiatr zagrażał stojącemu MAV. To najgorszym pomysłem był start w tej sytuacji. Jeśli
zagrożenie ma statek na powierzchni ( zakotwiczony) , a start i lot w tych
warunkach będzie o wiele gorszym zagrożeniem. Lepiej poczekać aż pogoda się poprawi.
Mark zostaje poważnie
rany pręt wbija mu się w bok. Nie sądzę że byłby stanie sam go wyjął i zaszyć
ranę, a już na pewno nie byłby w stanie za kilka dni ciężko pracować wnosząc
regolit do Habu by przygotować uprawę.
Gdy ok. 120 sola Hab. się
rozpada i uprawa ginie gdy wpada do niego marsjańska atmosfera.
Ziemniaki „giną, ale nadal to pożywienie”. Niestety na Marsie jest bardzo
zimno, więc ziemniaki pewnie by zamarzły. A zamrożone i potem rozmrożone
ziemniaki nie są już jadalne. Powstają pewne trujące substancje.
Kolejna dziwna sprawa
że po wykopaniu ziemniaków Mark je żywność paczkowaną a ziemniaki leżą. Wydaje
mi się że lepiej byłoby odłożyć paczki i jeść ziemniaki. Paczki łatwiej zabrać i są trwalsze. Mark gdy ok. 130 sola wykopał
ziemniaki powinien je jeść w pierwszej
kolejności. A na przejazd zachować paczki. Czasie między 130 a 340 solem
powiniem jeść ziemniaki gdyż wtedy potrzebował
mniej kalorii tylko czekał. A i Habie mógł je gotować tuż przed jedzeniem. W książce jest zapisane i że najpierw je
wszystkie ugotował a potem jadł zimne ale kiedyś ugotowane. A sam wiem że ugotowane i wystygłe ziemniaki
nie nadają się do jedzenia. No i sprawa
wartości ziemniaków. Jest ona niska.
Uwaga . W filmie ten błąd jest poprawiony. Mark
czekając je ziemniaki dodając małą cześć paczkowanej żywności ok. 1/5 by dać
sobie trochę białka.
Przejazdy po
Pathfindera i do MAV są nie realne. Odległości
są wielkie. Bez naprowadzania z satelitów. Przebycie takich tras nie wydaje się
realne.
Misja zaopatrzeniowa chińską rakietą na Hermesa. Cała sonda ma masę
ok. 900 kg. To za mało licząc 1,5 kg na
1 dzień na osobę otrzymujemy ponad 3 Mg ( dla 6 ludzi na ok. 500 dni). A sonda miałaby masę niecałego 1 Mg więc mogłaby dostarczyć może 600 kg.
Poza tym co zyskujemy
wysyłając sondę na Hermesa. Skoro sonda
może dogonić Hermesa to musi osiągnąć taką prędkość jak on. A to oznacza że
mogłaby by sam wejść na taką orbitę jak on i dotrzeć na Marsa w 549 solu. Przecież
Hermes nie używał silników jonowych przy powtórnym locie na Marsa. Skąd wziąłby
czynnik roboczy na dodatkowe manewry. Przecież sonda go nie przywiozła.
Mark dociera to MAV i
musi w im wystartować z prędkość nie pierwszą ale drugą prędkością kosmiczną. Czyli 1,42 raza
większą. Owszem jest napisana że ma wlać mocz i dzięki wodzie w nim zawartej
otrzymać więcej paliwa. Niby mądre ale nie ma dodatkowych zbiorników. Poza tym
nie ma pewności czy powstałe w elektrolizie moczu pochodne amoniaku nie zakłócą
procesu spalania.
MAV też ma zostać „odchudzony” wyrzucić fotele
, panele sterowania a nawet hermetyczną obudowę. Mark startować okryty jedynie płótnem. Mimo
wszystko obawiam się że to by nie wystarczyło. Mark startuje z przyśpieszeniem
12 G. Rosyjskim astronautom udawało się
takie przeciążenie przeżyć ale oni byli
w wyprofilowanych „na miarę” fotelach. A
Mark leży na gołej podłodze. Nie sądzę by ktoś dał radę przeżyć bez osobistego
fotela.
Wysadzenie śluzy by
wykorzystać odrzut uciekającego powietrza jako napęd. Pomysł efektowny , oryginalny i … całkowicie idiotyczny. Autor pisze Hermes nie silników o dużym ciągu
a tylko jonowe o małym ciągu. A to jest nie możliwe. Hermes musiał mieć silniki
dużego ciągu (chemiczne lub jądrowe) by wchodzić na orbitę Ziemi i Marsa a
potem ją opuszczać. Opuszczanie orbity (lub wchodzenie na nią) tylko przy
napędzie jonowych trwało wiele miesięcy, więc nierealne dla lotu
załogowego. Napęd ten musiałby mieć małą
rezerwę ok. 10 % a użycie jej dałoby zmianę prędkości pewnie kilkanaście razy większą niż wysadzania śluzy.
Uwaga
W
filmie dochodzi jeszcze głupszy pomysł z dziurą w rękawicy.
I jeszcze ostatnia
sprawa. By wysłać zaopatrzenie dla
Hermesa by mógł zabrać Marka wysłano je chińską rakietą. I sonda pierwotnie dla
niej planowana miała zostać na Ziemi. To nielogiczne NASA pewnie dałaby
Chińczykom pieniądze na nową rakietę. Lub wysłała sondę własną.
Książka trzyma w
napięciu ale naukowo jest wiele pomyłek . Choć czasem są potrzebne dla akcji. Bez kilka
błędów akcja nie byłaby ciekawa. Np. jazda po Pathfindera czy rozpad Habu
popycha akcję bez tego książka byłaby nudna.
Bibliografia:
Andy Weir Marsjanin
Robert Zubrin Czas Marsa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz