Dziś film
Alfonso Cuaróna pt. „Grawitacja”.
Ciekawy jest
tytuł bo nie widać w filmie nic wspólnego z siłą grawitacji. W brew temu co myśli wielu ludzi grawitacja
na orbicie nadal działa. To dzięki niej
satelity, krążą wokół Ziemi ( czy innego
ciała niebieskiego) I tak naprawdę siła to na wysokości niskiej ziemskiej orbity
wynosi około 90 % tego co na powierzchni. Ale w satelicie krążącym w wokół
Ziemi. Siła odśrodkowa równoważy grawitację i powstaje nieważkość.
Na samym
początku już mamy dziwny obrazek. Pokazany jest spacer naprawy Teleskopu
Hubble’a. Prom nazywa się Explorer a
misja ma numer STS-157. Oczywiście nie ma takiego promu a misje STS skończyły
się na 135. Ale można to zaakceptować
przecież to fikcja.
Mimo to już w pierwszych scenach widać błędy:
Na zewnątrz
pracuje 3 kosmonautów podczas gdy spacery są prawie zawsze 2-osobowe ( tylko
raz były 3 osoby i kilka 1sobowych).
Podczas spaceru widzimy, że dr Ryan Stone ( Sandra Bullock) naprawia teleskop a inny spacerowicze jej nie
pomagają. Tak nie jest astronauci
powinni ze sobą współpracować. Nie może być tak że jedna osoba pracuje naprawia
HST a dwóch bawi się plecakami odrzutowymi. Albo oboje powinny naprawiać teleskop
w 2 różnych miejscach albo jeden z astronautów asystować drugiemu.
W
astronautów uderza grupa kosmicznych śmieci, niszczy wahadłowiec przeżywa jedynie dwoje astronautów na
zewnątrz. Wydaje się że grube ściany
promu są bardziej wytrzymałe niż skafandry. Raczej większe szanse przeżycia
miałyby osoby w promie niż na zewnątrz.
Jest tu też
kilka innych błędów śmieci mają przelatywać co ok. 90 min. Tak jakby teleskop i
astronauci stali. Ale oni też poruszają się po orbicie. Szanse by te same
śmieci w ich trafiły są niemal zerowe.
Odłamki uszkadzają
satelity na orbicie geostacjonarnej i GPS. To nie jest możliwe orbita geostacjonarna (GEO
) ma wysokość 35 800 km a GPS ok. 20 000 km. A niska orbita to ok. 500 km.
Więc uszkodzenie satelitów GPS czy na GEO jest nierealne.
Przelot od
HST do ISS jest niemożliwy. Orbita HST
ma wysokość 600 km i nachylenie 39 st.
A
ISS 350 km i 51,6 st. Nawet wahadłowiec
nie może dolecieć do obu tych obiektów w jednym locie. Decyzje czy poleci do ISS czy HST trzeba podjąć przed startem. Na pewno nie da się pokonać
takiej odległości przy użyciu silników skafandra i to w czasie na tyle krótkim
by starczyło w nim tlenu . A nawet
gdyby zbliżyliby się do ISS ze zbyt dużą prędkości by przeżyć.
Na ISS nie
ma załogi i jest uszkodzona ze względu na
orbity niemożliwe jest by kosmiczne śmieci powstałe z jednego obiektu mogły
uszkodzić jednocześnie ISS i HST. Stone wchodzi do ISS. To niemożliwe, nie da
się otworzyć śluzy od zewnątrz. W włazów
w węzłach cumowniczych nie da się otworzyć jeśli do węzła nie jest zadokowany
statek. Włazy te otwierają się do środka więc ciśnienie powietrza nie pozwala
ich otworzyć. Stone wchodzi stacji i
napełnienia ją powietrzem. Co stało się z jej załogą. Gdyby uciekła nie było
przy stacji Sojuza. Jeśli zginęła to
stacja byłaby na tyle uszkodzona że już nie mogłaby nikogo utrzymać przy życiu.
Dalej dr
Stone leci Sojuzem do chińskiej stacji Tiangong. Niezmiernie trudno sobie wyobrazić takiej
uszkodzenie Sojuza by można nim latać po
orbicie ale nie można lądować na Ziemi. Tak uszkodzić Sojuza by stracił spadochrony a
zachował silniki , nawigacje i podtrzymywanie życia taka sytuacja jest trudna do wyobrażenia.
.
Przedostanie
się z ISS do Tiangong jest tak samo
nierealne jest od HST do ISS.
Manewrowanie
gaśnicą jest niemożliwe. Ruch przy takim „napędzie” jest całkowicie wbrew intuicji.
Jeśli na Tiangong
nie ma ludzi to i nie ma tam statku Shenzhou
więc i tak nie ma czym wrócić na Ziemię. Poza tym Tiangong w filmie w
ogóle nie przypomina prawdziwego.
Stone
powoduje rozdzielnie Shenzhou na części
przypadkowym uderzeniem. To nie możliwe statki kosmiczne są zabezpieczone przed
takimi wypadkami.
Wodowanie na
końcu też jest dziwne lądowniki statków są
projektowane do wodowania. Na pewno tak
szybko nie zatonąłby.
Widać że
film to czysta fikcja. Choć jedno twierdzenie jest ciekawe główny bohater mówi
o pobiciu rekordu pobytu na zewnątrz statku ustalonym przez Anatolija Sołowjowa.
I tak naprawdę nazywa się kosmonauta, który ma ten rekord.